Czego nie mówić dziecku?

Czego nie mówić dziecku?

Mówi się, że słowa ranią, ale to nie do końca prawda. Słowa nie tylko ranią, ale także pozostawiają blizny na całe życie. Dotyczy to szczególnie zdań, które kierujemy do dzieci - to właśnie poprzez usłyszane słowa tworzą one obraz siebie i otaczającego ich świata. 

Czego nie mówić dziecku?

Nie bo nie - to żadne wytłumaczenie. 

Bo cię tu zostawię - nie strasz dziecka. 

Dziewczynce/chłopcu tak nie wypada - płeć nie ma tu nic do rzeczy. 

Chłopaki nie płaczą - łzy są potrzebne wszystkim. 

Czego nie mówić dziecku? 

Dzieci są w pewien sposób pustymi kartkami. Zapisuje się na nich to, co doświadczą, zobaczą i usłyszą. Większość wiedzy o świecie, panujących normach i zasadach, czerpią od dorosłych, szczególnie tych dla siebie najważniejszych - rodziców. Opierając się na otrzymanych komunikatach, oceniają co jest ważne, a co nieistotne, jakie zachowania są dobre, a jakich muszą się wystrzegać. Właśnie dlatego tak ważne jest zwracanie uwagi na to, co mówimy naszym dzieciom. 

Dlaczego musisz zwracać uwagę na komunikaty wysyłane dziecku?

Na podstawie tego, co dziecko usłyszy, tworzy obraz rzeczywistości i umiejscawia siebie w rodzinie, grupie rówieśników i w całym społeczeństwie. I nie chodzi tu tylko o komunikaty słowne, ale także ton głosu, gestykulację czy mimikę. Dzieci odbierają całość, dlatego to, co mówią i co robią rodzice musi iść ze sobą w parze - być jasnym i spójnym przekazem, aby dziecko mogło go łatwo zrozumieć. Mówiąc maluchowi, że ma nie używać brzydkich słów, jednocześnie samemu rzucając przekleństwami na prawo i lewo, tworzysz w jego głowie jedynie chaos. W większości przypadków “złe” zachowanie dzieci jest po prostu naśladowaniem równie “złego” zachowania dorosłych i pod tym względem obwiniać możemy tylko siebie samych. 

Poprzez otrzymane komunikaty dzieci tworzą wyobrażenie o siebie i nadają sobie wartość. To rodzice wskazują im, jakie posiadają cechy, zarówno silne, jak i słabe strony. Na tej podstawie tworzą obraz siebie, który uważają za prawdziwy. Czym maluch jest młodszy, tym mniej krytycznie podchodzi do słów rodziców. Zawierza im bezgranicznie, bo przecież wypowiadają je najbliżsi i najważniejsi dla niego dorośli. Jeśli więc powiesz córce, że jest głupia, ona po prostu uzna, że masz rację. Przy każdym działaniu, będzie mieć na względzie, że jest głupia, więc pewnie sobie nie poradzi. Podejmując decyzję, będzie wolała sugerować się innymi, bo pewnie są mądrzejsi od niej. A każdy, nawet najmniejszy jej błąd, będzie tylko potwierdzać przekonanie, że do niczego się nie nadaje. W ten sposób małe słowo toczy się niczym kula śnieżna, po czym zmienia się w lawinę niszczącą całą pewność siebie dziecka. 

Uważnie na swoje słowa, odpowiednie ich dobranie i wypowiadania nie jest więc tylko miłym akcentem w stronę dziecka, tylko obowiązkiem każdego dorosłego. To od nas bowiem w dużej mierze zależy, czy ta początkowo pusta kartka zapełni się czarnymi bazgrołami, czy też kolorowymi pejzażami. W żadnym wypadku nie jest to przejaw rozpieszczania. Błędnym podejściem jest tzw. “hartowanie dziecka”, aby przygotować je na trudy życia. Wręcz przeciwnie, to odpowiednia komunikacja, okazywanie wsparcia, bezwarunkowej miłości i troski wyposaża dziecko w narzędzia, dzięki którym poradzi sobie w dorosłym życiu. 

Czego unikać w rozmowie z dzieckiem? 

porównywania (np. inne dzieci poradziły sobie lepiej), 

krytykowania (np. taki rysunek to wstyd nawet gdzieś powiesić), 

poniżania i ośmieszania (np. inteligencją to ty się nie podpisałeś/aś), 

podcinania skrzydeł (np. po co próbujesz, skoro i tak ci się nie uda), 

wyręczania (np. daj, ja zrobię to lepiej),  

zdyskredytowania (np. to nie jest dla małych dzieci), 

udowodniania niekompetencji (np. nie potrafisz podjąć właściwej decyzji), 

zawstydzania (np. dziewczynki/chłopcy się tak nie zachowują), 

zaprzeczania uczuciom (np. nic takiego się nie stało, już nie przesadzaj), 

ograniczania (np. nie oczekuj zbyt wiele, tylko bierz, co dają).

Czego nie mówić dziecku? 

Nasze pociechy potrafią zajść za skórę i to zupełnie normalne, że czasem mamy ich dość. W nerwach potrafimy powiedzieć wiele, jednak raz wypowiedzianych słów nie łatwo cofnąć. Dorosła osoba zazwyczaj puści mimo uszu złośliwe uwagi, a nawet jeśli ją zranią, ma większy arsenał narzędzi, aby sobie z tym poradzić. Są to narzędzia, których dziecko jeszcze nie posiada. Odpowiednia komunikacja i zdrowe relacje z rodzicami dopiero ten arsenał tworzą, dlatego nie możesz dostarczać dziecku wybrakowanego sprzętu. Zawsze musimy pamiętać, że nasze pociechy rozumieją więcej niż nam się wydaje. Łatwo potrafią ocenić, kiedy rodzic jest radosny, a kiedy zły. Rozmawianie z maluchem już od pierwszych miesięcy życia i traktowanie go jak mającego swoją wartość i godność człowieka, pozwoli uniknąć w przyszłości wielu problemów i przykrych sytuacji. 

Słów, których nie należy mówić dziecku jest wiele. Dziś nie skupimy się na tych najgorszych, które są przejawem rodzin patologicznych i z poważnymi problemami (np. przemocą czy alkoholizmem). Omówimy sformułowania, które z pozoru niewinne, potrafią pozostawić blizny na całe życie.

Nie, bo nie! 

Dzieciństwo jest pełne zakazów i nakazów. Nauczenie się ich i dostosowanie się do nich już samo w sobie jest trudne, a niejasne komunikaty tylko sprawę komplikują. Wszystkie stwierdzenia, a szczególnie te, które czegoś zabraniają, powinny być dobrze wytłumaczone. Nasz maluch chce zrozumieć świat i panujące w nim zasady, a obowiązkiem dorosłych jest mu je przedstawić w taki sposób, aby potrafił je przyswoić. To na ich podstawie będzie podejmować w przyszłości swoje decyzje i przyjmować społecznie akceptowane lub nieakceptowalne postawy. “Nie, bo nie” lub “Nie, bo ja tak mówię” to żadne wytłumaczenie. Nie mówi dziecku nic sensownego, co najwyżej wskazuje na autorytarną pozycję dorosłego i dyskredytuje wszelką wartość logicznych argumentów. 

 

Nie mam czasu

Czas w dzisiejszym świecie jest cenniejszy od złota. Każdy się spieszy, ma na głowie mnóstwo niedokończonych spraw. Jednak czy naprawdę są one ważniejsze od Twojego dziecka? W 90% maluch poruszy sprawę z naszego punktu mało istotną, ale dla niego ogromnej wagi. Jeśli otrzyma uwagę, nauczy się, że zawsze może zwrócić się do mamy czy taty ze swoim problemem. Zyskuje bezpieczeństwo, a jego zaufanie wzrasta. Jeśli nie mamy czasu dla dziecka, które przychodzi do nas z jakąś drobną sprawą, nie liczmy na to, że w przyszłości powie nam o czymś znacznie poważniejszym. No i… zawsze trzeba pamiętać jeszcze o tych 10% - może akurat dziecko chce nam powiedzieć coś, co wymaga naszej natychmiastowej interwencji. 

Bo ktoś przyjdzie i cię zabierze/Bo cię tu zostawię

Budowanie poczucia bezpieczeństwa to jedna z ważniejszych rzeczy do zrobienia przez rodziców. Mówienie dziecku, że zostanie zabrane lub porzucone wzbudza w nim niepotrzebny lęk. Maluch zaczyna postrzegać świat jako miejsce groźne, a rodzice nie obronią go przed kryjącymi się w nim niebezpieczeństwami. Dodatkowo takie sformułowania sugerują, że miłość jest warunkowa i otrzymają ją tylko ci, którzy są “grzeczni”. A za dzieckiem powszechnie uznawanym za “grzeczne” często kryje się przelękniony, niepewny malec, który boi się wyrazić swoje zdanie czy ukazać prawdziwe emocje, więc aby zostać zaakceptowanym staje się bezmyślnie lojalny. 

 

Słyszysz, co do ciebie mówię?/Widzisz, co zrobiłeś?

Jeśli dziecko nie ma zdrowotnych problemów, które rzutują na jego słuch, doskonale słyszy, co się do niego mówi. Niekoniecznie jednak rozumie to, czego się aktualnie od niego oczekuje. Może być zbyt zestresowane, zmęczone czy przestraszone, aby w natłoku silnych emocji odpowiednio zareagować. Podniesiony głos, powątpiewanie w zdolności słuchania i rozumienia, nerwowa gestykulacja… wcale nie pomagają się uspokoić. 

Podobnie jak ze wzrokiem - dziecko doskonale widzi, co się stało. Rozumie, że popełniło błąd (np. zbiło talerz) i już wystarczająco jest mu z tego powodu smutno i przykro. Nie potrzebuje dodatkowego poniżania. Wypadki się zdarzają, zazwyczaj są niezamierzone, a nikt nie lubi, gdy ktoś staje nad nim i z wyższością wytyka niepowodzenia. 

 

Zachowuj się jak należy/Nie przynieś mi wstydu

Często każemy dzieciom zachowywać się “normalnie”. Zazwyczaj dotyczy to sytuacji społecznych oraz wyjść do miejsc z dużą ilością ludzi, gdzie panuje pewna uroczysta atmosfera. W takim przypadku to rodzic chce się pokazać z jak najlepszej strony, w jakiś sposób zaimponować innym dorosłym, że ma takie “grzeczne” dziecko. W takich sformułowaniach są jednak dwa zasadnicze problemy. Po pierwsze to, co dla nas może być normalne niekoniecznie jest takie dla dziecka. Bo co to tak naprawdę znaczy, że ma zachowywać się “jak należy”? Jeśli chcesz wskazać dziecku jakie zachowanie będzie lepsze w danej sytuacji, musisz to doprecyzować (np. nie krzycz w kinie, bo będziesz przeszkadzał innym widzom, którzy chcą obejrzeć film). Drugi problem dotyczy tego, co tak naprawdę jest wstydliwe. Czy to, że dziecko stresuje się, czuje się niepewnie lub się nudzi? To normalne reakcje - nie można wstydzić się za dziecko, które po prostu zachowuje się jak dziecko. Mówienie o własnym wstydzie wywołanym zachowaniem malucha, sugeruje mu, że nie jest wystarczająco dobre. 

 

Nie przesadzaj/Nie płacz, przecież nic się nie stało

Dziecko nie płacze, gdy nic się nie dzieje. Łzy i krzyk zawsze są oznaką czegoś, co go dotyczy. Może coś go boli, może jest zmęczony i nie ma już siły iść dalej, a może bardzo czegoś chciał i nie umie poradzić sobie ze świadomością, że tego nie dostanie. To, co dla nas jest błahostką, dla naszych pociech może być poważnym problemem. Nie można tego bagatelizować, zbywać śmiechem czy lekceważyć. Nieodpowiednimi słowami rodzic sugeruje dziecku się, że jego uczucia, przeżycia i problemy są nieważne. W dorosłym życiu może więc ignorować swoje potrzeby i pragnienia, tłumić emocje, ustępować innym swoim własnym kosztem. Dziecko napotyka na jakąś trudność, z którą nie umie sobie poradzić w inny sposób niż poprzez płacz i krzyk. To my musimy go nauczyć innych rozwiązań. 

 

Jak wróci tata, to zobaczysz

Rodzice powinni mieć równy autorytet w oczach dziecka. Budowanie narracji na zasadzie “dobry rodzic” i “zły rodzic” w niczym nie różni się od policyjnej techniki na “dobrego policjanta” i “złego policjanta”. Tyle tylko, że policja stosuje tą technikę do przesłuchań osób podejrzanych o przestępstwo, a nie kilkuletnich dzieci. Dlaczego? Bo to pewien sposób zastraszania, a chyba nikt nie chce, aby maluch bał się ojca czy matki. Dziecko kocha oboje rodziców, więc dlaczego jedno z nich ma go rozpieszczać, a drugie surowo karać? 

Dziewczynkom/chłopcom tak nie wypada

Szczególnie od starszego pokolenie wciąż można usłyszęć, że nie wypada robić różnych rzeczy ze względu na posiadaną płeć. Jest to tworzenie podwójnych standardów i ograniczenie możliwości poznawania świata bez racjonalnego powodu. Dużo lepiej jest mówić, że coś jest niekulturalne lub po prostu niebezpieczne. Każdy zakaz dawny dziecku powinien być wyjaśniony. Przede wszystkim jednak zastanów się, czy na pewno chcesz zabronić córce lub synowi wszystkich czynności, które zgodnie ze stereotypami nie pasują do płci, czy po prostu powtarzasz je mimochodem, nie zdając sobie sprawy z ich prawdziwego wydźwięku. Powiedzenie, że “coś nie wypada” często w przyszłości sprawia, że zbytnio przejmujemy się zdaniem innych i nagminnie stresujemy się tym, w jaki sposób zostaniemy odebrani. 

Czego nie mówić dziewczynce? 

To zabawka tylko dla chłopców

Nie ma żadnych rozsądnych powodów, dla których dziewczynka nie może bawić się koparką czy samochodzikiem. Takie zainteresowania nie mają nic wspólnego z tożsamością płciową i nie wpływają na orientację seksualną. Wręcz przeciwnie, są objawem charakterystycznej dla dzieci ciekawości świata. Lepsze dla malca jest interesowanie się wszystkim, co je otacza, a nie tylko jakimś urywkiem rzeczywistości. Ani chłopcy ani dziewczynki nie widzą żadnej różnicy w poszczególnych zabawkach czy ubraniach. To dorośli narzucają im łatki, zmniejszając możliwości i negując upodobania. Takie dzielenie świata na dwa obozy może być bardzo szkodliwe. Przykładowo, pozwalając dziewczynce bawić się wyłącznie lalkami, ubrankami i zestawami do gotowania, podkreśla się stereotyp kobiety jako żony/matki, umacniając tym samym schematyczne role i podział obowiązków (kobieta ma zajmować się domem i wychowywać dzieci). Nie dopuszczając córki do zabawek, takich jak zestaw małego majsterkowicza czy naukowca, wysyła się sygnał, że to chłopcy są do działania i myślenia, a dziewczynki nie mogą same czegoś naprawić czy odkryć. 

Jaka ty jesteś śliczna…

Komplementowanie dzieci jest ważne, jednak ogromne znaczenie ma to, jakie cechy podkreślamy. Nie chodzi więc o to, aby w ogóle nie chwalić urody dziewczynek, tylko o to, aby nie była to jedyna lub najczęściej powtarzana pochwała. Każdy lubi od czasu do czasu usłyszeć coś miłego na temat swojego wyglądu, a dziecku daje to ważną informację o swoich atutach. Dziewczynka powinna jednak wiedzieć, że oprócz tego, że jest urodziwa, ma wiele innych zalet. Komplementy mogą dotyczyć wyglądu (np. pięknych włosów, uroczego uśmiechu), ale równie ważne jest podkreślanie cech charakteru i zdolności. Warto zatem mówić córce, że jest mądra, pomysłowa, dobrze rysuje, gra w piłkę czy jeździ na rowerze. 

Przy komplementach trzeba jednak pamiętać, że przede wszystkim należy chwalić dzieci za to, co zrobiły, a mniej za to, co było fartem. O co dokładnie chodzi? Otóż, dzieci dużo chętniej podejmują się nawet trudnych zadań, jeśli mówiło im się rzeczy typu “widać, że ciężko pracowałeś/aś” lub “jesteś coraz lepszy/a” niż “jesteś geniuszem” i “ masz talent”. Docenianie ciężkiej pracy i wskazywanie na czynione postępy motywują do podejmowania kolejnych wyzwań, zaś pochwały wskazujące na talent czy geniusz, sugerują że wcale nie trzeba się wysilić, że wszystko przychodzi łatwo. 

Czego nie mówić chłopcu?

Chłopaki nie płaczą

Wśród najbardziej szkodliwych rzeczy jakie można zrobić chłopcu to zabronić mu płakać. Płacz jest naturalną reakcją naszego organizmu, pomaga poradzić sobie z trudnymi przeżyciami i regulować emocje. Potrzebuje go każdy człowiek i płeć nie ma przy tym żadnego znaczenia. Scenariusz jednak jest często taki sam, chłopiec przewrócił się i zaczyna płakać, bo rozbił sobie kolano. Gdyby była to dziewczynka, wszyscy podbiegliby do niej, przytulili i  zaczęli pocieszać. Chłopiec rzadko może na to liczyć, dużo częściej słyszy “przestań się mazać” lub “chłopaki nie płaczą”. Prowadzi to do tego, że większość chłopców ukrywa swoje prawdziwe emocje. Niewyraźne uczucia wcale jednak nie znikają, tylko zostają przekierowane na inny obszar. Dziecko może zamknąć się w sobie lub zacząć zachowywać się agresywnie. Skoro nie może płakać, da upust emocji, bijąc kolegę. Może także zacząć narzucać rygorystyczne zasady innym, nazywając płaczących rówieśników “mazgajami” lub “mamisynkami”. 

Chłopcy w wieku niemowlęcym są zazwyczaj bardziej emocjonalni od dziewczynek, a co za tym idzie - częściej płaczą i krzyczą. Jednak w okresie przedszkolnym już dużo rzadziej ukazują emocje, bo zaczynają dostosowywać się do słyszanych komunikatów i związanych z tym oczekiwań. Gdy są wrażliwi, wyśmiewa się ich, dając jasno do zrozumienia, że wrażliwość jest zła. W efekcie nie tylko mają problemy z poradzeniem sobie z uczuciami, ale zdobywają także przeświadczenie, że ich uczucia są błędne lub niepożądane. W dorosłym życiu mogą mieć przez to problemy z samooceną, budowaniem relacji i poczuciem własnej męskości. Uczmy dzieci, że mogą czuć wszystkie emocje, rozmawiać o swoich odczuciach, trudnościach i potrzebach.

Nie zachowuj się jak baba

Zachowuj się jak chłopiec - czyli jak? Nie ma przecież żadnego jednorodnego wzorca, do którego trzeba się dostosować, a nawet jeśli taki by istniał, raczej by szkodził niż pomagał. “Nie zachowuj się jak baba” oznacza tyle samo, co “nie ukazuj cech, które stereotypowo przypisuje się dziewczynom/kobietom. Idąc tym torem, chłopcy mają być niegrzeczni, niemili i niewrażliwi. Czy naprawdę tego chcemy nauczyć swojego syna? Narzucanie cech, które stereotypowo przypisuje się mężczyźnie, czyli kreowanie wzorca kogoś silnego, pewnego siebie, odważnego i agresywnego, to pierwszy krok w stronę toksycznej męskości. To gloryfikowanie złych nawyków, bo przecież “dbanie o siebie jest dla kobiet”, więc trzeba pracować jak wół i przesuwać do granic wytrzymałości swoje fizyczne możliwości. 

Powielanie stereotypowów tworzy szkodliwy wzorzec samca alfa, który wszystko chce rozwiązać siłą, jest nastawiony wyłącznie na konkurencję i ukazuje brak tolerancji wobec wszystkich inności i odchyleń od reguł, które mu wpojono za dziecka. Wciąż zmuszeni do udowodnienia swojej męskości i męczeni przez wyrzuty sumienia za każdą słabość, mężczyźni nie mogą nawet zgłosić się po pomoc, bo przecież facet musi być twardy, nie może narzekać i zawsze musi dawać sobie radę.W rzeczywistości jednak prawdziwym aktem odwagi i siły jest zdolność do zmierzenia się z własnymi emocjami i słabościami. I właśnie tego powinniśmy uczyć nasze dzieci - radzenia sobie z emocjami i rozwiązywania problemów, a nie udawania, że ich nie ma. 

Wszystkie komentarze